Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dowcip. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dowcip. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 maja 2013

Niedziela będzie dla nas



Piękny dzień, piękna pogoda i super wystawa. http://neviditelna.cz/en/

Nie weszłam z Bułeczką, chyba byłby dla niej hard core, ponad godzina po ciemku i czeski dookoła. Czekałam z Matką Wandzi na pięknym dziedzińcu, podczas gdy nasze dzieci sprzedałyśmy, trochę na krzywy ryj, najsympatyczniejszej polsko-czeskiej rodzince. Podobno było niesamowicie.


Zacytuję maminkę:

- Ciemność absolutna. 

Na ponad godzinę przenieśli się w codzienny świat niewidomych. Byli w domu,  dotykali sprzętów, nawet ubikację zaliczyli. Potem na ulicy; w barze zamówili sobie kawkę; w lesie, przeskakiwali przez prawdziwy strumyk. 
 

Przewodnikiem była niewidoma od urodzenia dziewczyna, która na początku wizyty nadała im numerki i kolejno pytała o imiona:

-  Numer jeden?

- Jola

- Numer dwa?

- Gaja

- Numer trzy

- Nie wiem – krzyknęła Ania i zwiała z wystawy. 
 Rozumiem ją, chyba też bym nie dała rady. Bułeczka była tylko wymówką. 
 

Duża okazała się odwagą i dobrym uchem, Rozpoznawała podobno bezbłędnie różne dźwięki, łącznie, z pewnym miłym zwierzątkiem, które tutaj jest obelgą. Ale, kto tam Czechów zrozumie, że nasza świnia to ich prase, a ich świnia to po prostu kanalia. I krzyknęła radośnie, że to świnia, a wszyscy w śmiech. Pewnie, nie po raz pierwszy pomyślała sobie, że dziwni ci  Czesi...

Ogólnie była zachwycona, jestem pod wrażeniem jej stalowych nerwów. Zresztą wszyscy wyszli pełni podziwu dla niewidomych, których w Pradze, widać! Respect.


Z rzeczy polecanych, to muszę wspomnieć o nowej restauracji przy Detskym Ostrovie:


W końcu ktoś się za nią wziął. Zniknęły sieci rybackie, pirackie kapelusze, niemili kelnerzy i podłe żarcie. Są szynki hiszpańskie, pachnące tapas, piękne azulejos i pyszna zupa pomidorowa. I piwnica win z klimatyzacją. Nie wspominając o, bezsprzecznie, najlepszym, latte w Pradze. Ceny, bardziej niż przyzwoite. Jednym słowem: it’s a must! Pantery, idziemy nam na pewno!

P.S. Blogger świruje i nie ładuje zdjęć... Akurat w temacie.

piątek, 17 maja 2013

Thank God it's Pátek


Dzień zaczął  się wcześnie...

4.30 Bułeczka postanawia poćwiczyć arie operowe, radość życia ją przepełnia...

5.30  Udaję, że nie słyszę, nie proszę o BIS, zamykam oczy. Śpiew trwa. Nakładam poduszkę na głowę. Śpiew trwa.

6.30  Śpiew ustaje,  Diwa przymyka w końcu oczka i dziób i zasypia. Zmęczona wrażeniami artystycznymi  padam na poduszkę.

7.00 Dzwoni budzik. Tylko zamknięte okno ratuje go przed spotkaniem z asfaltem. Śpię dalej. Najwyżej Duża nie pójdzie do szkoły!

8.30  Otwieram oko, diwa nadal regeneruje się po koncercie. Idę sprawdzić co robi Duża. Spodziewam się ją znaleźć z szatańskim uśmiechem na kanapie w Ipadem na kolanach. 

Znajduję to: 


Są momenty w życiu każdej mamy, że można tylko siąść i łzę uronić, jak fantastycznego człowieka się wychowało!

9.30-11.30 Planowanie przyjemności i prezentów dla Dużej.

12.30 Duża proponuje by jechać do Chana na haircut na rowerach, tyle, że mój nie ma powietrza w kołach. Oferuje mi więc, kupioną za pieniądze komunijne hulajnogę... Dziś nie mogę odmówić.

13.30 Wyjście do Chana. Zjazd Holeckovą po kocich łbach na plastikowych kółkach hulajnogi. Uczucie porównywalne z dniówką na młocie pneumatycznym. Dłonie mi drżą do teraz.


14.00 Chan 



Wiem, jak długo czekano na to zdjęcie...

14-15 Rozmowa z Chanem o Najlepszym Mężu Świata, odpowiadanie na milion pytań o jego zdrowie, poziom zmęczenia oraz plan następnej wizyty w Pradze.... W przerwach na wdech, obcina mi włosy. Unbelievable! 

15.00 Hulajnoga w rękę, kierunek : zmrzlina v Slavii dla mojej dzielnej córeczki w bardzo miłym towarzystwie.  

16.30 Odbiór Bułeczki i usiłowanie przekonać jej, że drzemka popołudniowa to dobra rzecz. 

19.00 Diwa zasypia. 

20.00 Pyszna kolacyjka dla Królowej Dnia.

A jutro polska szkoła....
Mam nadzieję, że opera w weekendy gra tylko wieczorami.

piątek, 19 kwietnia 2013

Praktyczna Pani


Rozpoznanie czeskiej pary na międzynarodowych lotniskach nie stanowi większego problemu. Wyglądają często tak samo, tyle, że jedno z nich jest kobietą. Dżinsy, (w sezonie zamieniane na szorty), polar, (w sezonie T-shirt), buty sportowe, (w sezonie sandały) i obowiązkowo plecaki.
Tubylcy nie znają lansu, fenomen w środku Europy. Nie mają ciśnienia, żeby było hipstersko. Ma być wygodnie. Po ulicach jeździ tysiące rowerów, wszystkie górale.

 V hospodach łatwo odróżnić Czeszkę od Słowaczki. Ta druga będzie bardziej pańciowata. Balejaż, grzyweczka, paznokcie. A Czeszka może w każdej chwili z tej hospody wyjść i wspiąć się na Śnieżkę,  po drodze zaliczając jakąś jaskinię. Gardzą trochę damulkowatymi Słowaczkami. Mówią że ta, to w namiocie spać nie będzie. Hm...
Słowaczki im się odwdzięczają i udają, że nie mówią po czesku. Używają więc słowackiego prywatnie i służbowo. Podobno prawnie mogą studiować i magisterkę pisać po słowacku. Niezły pomysł, szanse, że promotor przeczyta mniej niż zero. A oblać nie może, bo nie wie co w środku.
Czasami jednak Czeszka czuje zew i pantera w jej wnętrzu stawia na dzikość. Efekt bywa w zasadzie jeden: wielki dekolt. Bo tu występują dżinsy i bluza, albo sukienka wycięta po sutki i nieprzyzwyczajone do obcasów cierpiące, wyeksponowane, gołe nogi. Nie ma półcieni. Albo pivo, albo chyt. Czesi są też motorem europejskiego przemysłu porno, ale to już zupełnie inny temat.